Naukowcy Bez Granic
Ja i mój iPod
Blog > Komentarze do wpisu
Web 2.0 - autoseksualny komunizm

Gdybym za opublikowanie tego wpisu miał zapłacić 500 PLN, to siedziałbym nad nim parę godzin i na pewno byłby lepszy. W świecie Web 2.0 publikuję go za darmo i nawet mi się nie chce sprawdzić ortografii.

"Każdemu wolno pisać, ale nie każdego należy drukować" mówi stare przysłowie. Wraz z nadejściem internetu każdy może publikować bez względu na talent czy wsparcie medialnych koncernów. Niektórzy uważają to za prawdziwą wolnosć zwaną Web 2.0. Dla mnie jest to przejaw skrajnego, niebezpiecznego narcyzmu.

Istotą twórczości artystycznej jest, jak to ujął np. Gerard Blum-Kwiatkowski odkrywanie przed odbiorcami nowych aspektów rzeczywistości. W świecie Web 2.0 nikt nie naraża się na działanie obcych poglądów, tylko pławi się w ciepłej kąpieli własnych wypocin.

Co gorsza w tłumie śmieciowych pseudoartystow coraz trudniej wypatrzyć prawdziwie wartościowe zjawiska. Wielkie Koncerny mogą być złe i schlebiać popularnym gustom, ale konieczność wyłożenia prawdziwych pieniędzy cudownie wyostrza zmysł rozróżnienia diamentu od popiołu.

Wielkie Koncerny bywają podłe i są często rządzone przez starożytne grupy etniczne, ale w darmowym garażu nie da się nakręcić nawet Martwicy Mózgu (kino niezależne, a więc "tylko" 3.000.000 USD. Każdy może sobie kupić za 2000 PLN całkiem dobrą kamerę, ale to nie zrobi z nikogo świetnego scenarzysty, reżysera, operatora, aktora, montażysty. Do tego trzeba mieć prawdziwy talent albo wygląd Zakościelnego. A te przymioty bogowie dają komu chcą, mając Web2.0 w głębokim poważaniu.

Wreszcie na tworzenie potrzeba czasu. A czas, to pieniądz. Nakręcenie filmu zajmuje wiele dni. Przez ten czas nie chodzi się do pracy, trzeba wziąć urlop itd. Co więcej szybko okazuje się, że trzeba kupić oświetlenie studia kosztujące więcej, niż kamera i zacząć płacić prawdziwym fachowcom. Jeżeli chcemy coś robić porządnie, to musi kosztować.

W końcu pieniądze nie zostały spłodzone przez demony, tylko są sprytnym wynalazkiem do mierzenia, ile kto wytworzył. Artysta musi jeść, a hodowca bydła chce mieć ładny dom. Wymieniają się więc: krowa za fresk. Z czasem krowy zostały zastąpione przez symboliczne skóry byków (pecunia) i monety z kruszcu.

Diabelskość tkwi w ludziach, a nie w pieniądzach. I żadne Web 2.0 czy RP 4.0 tego nie zmieni.

poniedziałek, 20 lutego 2006, rabbi.loewe
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: nt, chello062179070154.chello.pl
2006/02/22 20:10:19
"Wielkie Koncerny mogą być złe i schlebiać popularnym gustom, ale konieczność wyłożenia prawdziwych pieniędzy cudownie wyostrza zmysł rozróżnienia diamentu od popiołu."

Człowieku, widziałeś Michała Wiśniewskiego albo Dodę?
-
2006/02/22 20:37:33
trafne. ale
"Dla mnie jest to przejaw skrajnego, niebezpiecznego narcyzmu."

to już bez przesady. nie widzę jakichś specjalnych niebezpieczeństw. No i rola autoterapeutyczna takiego pisarstwa jest także niebagatelna.

pozwalam sobie zacytować:
www.vontrompka.com/blog/index.php?id=294
-
Gość: Galapager, 82.160.122.20*
2006/02/23 11:44:21
Niby prawda, ale w powodzi kabotynów, grafomanów i autoterapeutów różnego autoramentu zawsze znajdzie się jakiś niewielki procent prawdziwie zdolnych. A z tych prawdziwie zdolnych jakiś procent ma szansę się przebić. Z prawa wielkich liczb wynika, że nawet marny ułamek dużej całości to może być całkiem sporo w liczbach bezwzględnych. I to oni udowadniają "starożytnym grupom etnicznym", że wielkie pieniądze to nie wszystko. Trzeba mieć jeszcze talent.
-
Gość: J., 210-bem-7.acn.waw.pl
2006/02/23 22:34:56
bzdury.

w 'mediach z kanałem zwrotnym', takich jak Internet, faktycznie każdy może tworzyć, równocześnie ilość uwagi którą publiczność może poświęcić na odbiór treści jest ograniczona, zatem to publiczność dokonuje wyboru czytając/oglądając/słuchając.

Piszesz: "W świecie Web 2.0 nikt nie naraża się na działanie obcych poglądów, tylko pławi się w ciepłej kąpieli własnych wypocin."

publikowanie w mediach posiadających kanał zwrotny, umożliwiający odbiorcom natychmiastową reakcję i komentarz, jest według Ciebie w mniejszym stopniu 'wystawianiem się na obce poglądy' niż publikowanie w mediach typu broadcast, gdzie odbiorcy nie mają możliwości zabrania głosu?

Piszesz: "Wielkie Koncerny mogą być złe i schlebiać popularnym gustom, ale konieczność wyłożenia prawdziwych pieniędzy cudownie wyostrza zmysł rozróżnienia diamentu od popiołu."

działalność Wielkich Koncernów jest skupiona na wynikach sprzedaży, a nie wartości oferowanej treści - a, jak chyba powszechnie wiadomo, najlepiej sprzedają się najprostsze do przyswojenia papki.
-
2006/02/23 22:46:17
>publikowanie w mediach posiadających kanał zwrotny, umożliwiający odbiorcom natychmiastową reakcję i komentarz, jest według Ciebie w mniejszym stopniu 'wystawianiem się na obce poglądy' niż publikowanie w mediach typu broadcast, gdzie odbiorcy nie mają możliwości zabrania głosu?

Właśnie tak uważam. Bo idea, ideą, a prawdziwe "zabieranie głosu", to:

Internet: fajny wpis ale mooj blog jezd leprzy OMG LOL

Media tradycyjne: nie podobasz mi się, więc nie kupię gazety w kiosku i pójdziesz z torbami

Jak myślicie, którą wypowiedź potraktuję poważnie?

Poza tym blog piszę sam. W prawdziwej gazecie mój tekst jest przed wydrukowaniem czytany przez kilku redaktorów i korektę.

> działalność Wielkich Koncernów jest skupiona na wynikach sprzedaży, a nie wartości oferowanej treści - a, jak chyba powszechnie wiadomo, najlepiej sprzedają się najprostsze do przyswojenia papki.

Tylko że w zalewie grafomanii jest jeszcze gorzej. Ich Troje nie sa wybitnym zespolem, ale przynajmniej ich plyta nie trzeszczy i nie slychac na niej autobusow przejezdzajacych pod oknem domowego studia...

Jakoś Pendereckiemu Ich Troje nie szkodzi. Ale w "raju Web 2.0" może mu zaszkodzić powódź Guciów Samograjów
-
Gość: J., 210-bem-7.acn.waw.pl
2006/02/24 00:46:30
Piszesz: "Tylko że w zalewie grafomanii jest jeszcze gorzej. Ich Troje nie sa wybitnym zespolem, ale przynajmniej ich plyta nie trzeszczy i nie slychac na niej autobusow przejezdzajacych pod oknem domowego studia..."

czy uważasz, że Ich Troje z ich marną treścią i dopracowaną formą są więcej warci niż jakiś świetny, świeży zespół, który z braku pieniędzy gra w garażu i dlatego ich forma kuleje pomimo interesującej treści?

korekta w gazetach chroni dziennikarzy przed literówkami, ale nie przed pisaniem nonsensów (przykładów zbyt dużo, aby podawać). wyobraźmy tu sobie młodego pisarza, który robi literówki, ale tworzy ciekawą literaturę i publikuje swoje prace w Internecie - co będzie więcej warte, jego niedopracowany przekaz, czy pozbawione literówek artykuły z tabloidów?

pytanie brzmi więc - czy ważniejsza jest treść, czy forma? okładka książki, czy jej zawartość? książeczka dołączana do płyty czy to, co jest na tej płycie?

media z kanałem zwrotnym (nie używam terminu web 2.0, bo to marketingowy buzzword) pozwalają na łatwą publikację - będzie więc powódź gniotów i kilka perełek. ale ważniejsze jest to, że teraz KAŻDY może publikować - wolę więc obecność treści nic niewartej, jeśli dzięki temu zwiększy się również ilość treści interesujących. ostatecznie to i tak odbiorcy (a raczej historia) zdecydują, a na treści mierne nikt nie będzie tracil czasu (w przeciwieństwie do świata broadcastu, w którym sztaby marketingowców pracują dzień i noc właśnie nad tym, aby zająć naszą uwagę miernotami).

i jak, na miłość boską, 'powódź Guciów Samograjów' może zagrozić Pendereckiemu?!
-
2006/02/24 01:01:50
Tylko że przez zalew spamu nie znajdziesz tych perełek.

A co do Wielkiej Literatury z Małego Garażu, to niestety byle jak zaprezentowanej w internecie książki pełnej błędów ortograficznych po prostu nie da się przeczytać. Tak więc autor jest wieszczem jedynie potencjalnym. Żeby stał się wieszczem faktycznym konieczne jest wyłożenie pieniędzy na jego dokształcenie, korektę i porządne wydanie.

Co do dialektyki treść vs. forma, to powiem tak: w sztuce forma bywa treścią a treść formą.

Gdy fotograf prześwietli całkowicie zdjęcie, to trudno zachwycać się nad dramatem przedstawionej na fotografii rodziny afgańskiej z dramatycznymi górami w tle -- widać tylko czarną plamę.

Podobnie Mozart grający na szczerbatym grzebieniu by tak nie zachwycał...
-
Gość: J., 210-bem-7.acn.waw.pl
2006/02/24 02:17:09
Piszesz: "Tylko że przez zalew spamu nie znajdziesz tych perełek."

nie jesteś pewien, czy nie znajdę. Nie mówię, że będzie to proces łatwy, ale mam przynajmniej taką możliwość (zwracam uwagę na możliwość głosowania przez publiczność na wartościowe treści przez linkowanie ich, co ułatwia ich odnalezienie). W skrócie - wolę masę bardzo zróżnicowanych treści, od perełek do gniotów, niż wyrównany poziom trzech milimetrów nad ziemią proponowany mi przez monopolistów w dostarczaniu tychże treści.

A co do niesłusznie sklasyfikowanego przez Ciebie jako dialektyka tematu treść/forma - Twoje przykłady są zbyt przejaskrawione, nie mówiliśmy bowiem o zakłóceniach w formie uniemożliwiających odbiór (literówki w tekście, trzaski w muzyce), ale utrudniających go. A co jest po przeciwległej stronie? Absolutny brak treści (Twój własny przykład Ich Troje) w poprawnej formie. Co jest lepsze?

A teraz ad hominem - mam wrażenie, że mylisz pojęcie Web 2.0 będącego marketingowym zlepkiem (stworzonym w celu wypromowania cyklu konferencji przez wydawnictwo O'Reilly) z Internetem (w znaczeniu www) jako takim.
-
Gość: J., 210-bem-7.acn.waw.pl
2006/02/24 02:23:45
słowem wyjaśnienia, bo moja poprzednia wypowiedź mogła być niejasna - literówki w tekście i trzaski w muzyce traktuję jako zakłócenia formy utrudniające odbiór, ale nie uniemożliwiający go, jak w Twoich przykładach.
-
2006/02/24 09:38:04
> Web 2.0 będącego marketingowym zlepkiem (stworzonym w celu wypromowania cyklu konferencji przez wydawnictwo O'Reilly) z Internetem (w znaczeniu www) jako takim

A w tym akurat się zgadzamy. Może więc spór wynika z pewnego niedorozumienia: ja nie krytykuję internetu, lecz ideologię Web 2.0

> zwracam uwagę na możliwość głosowania przez publiczność na wartościowe treści przez linkowanie ich, co ułatwia ich odnalezienie

Tylko że publiczność zawsze Ci zagłosuje na Ich Troje!

Jest też taki wątek do tej pory nie wspominany: w tradycyjnych mediach jest "Fakt" ("Zjadł własnego psa a pozostałą kością zgwałcił ufoludka") i jest "Tygodnik Powszechny" ("Etyka chrześcijańska w świetle filozofii Habermasa"). Jest "Poradnik Domowy" ("Jak uszyć narzutę za mniej niż 20 złotych") ale też "Dom&Wnętrze" ("Minimalistyczne sofy od 10 tys. zł.").

Wszystko sformatowane dla różnych odbiorców. Chcę refleksji -- kupuję "TP"; chcę zobaczyć komentarz gołej baby -- kupuję "Fakt".

W ideologii Web 2.0 to wszystko jest wymieszane. Może dlatego językoznawcy sugerują, żeby już pisać internet przez małe "i"...
-
Gość: , 211.49.181.4*
2006/09/02 15:17:12
ciekawy wpis.